Pradelna

Życie, panie, jak na Erazmusie – nie mam pralki, więc siedzę w pralni. Tylko że na Erazmusie nie miałam wifi, wygodnych sof, internetu i pysznej kawy. Ale płaciłam z grubsza tyle samo za pranie i suszenie.

Pralnia jest w sercu Vinohradów, obok Placu Pokoju z fantastycznym neogotyckim kościołem Św. Ludmiły. Wstawiłabym zdjęcie, ale WordPress pewnie je zje. Dookoła dziewiętnastowieczne kamienice, mały Paryż – restauracje, kawiarenki, second-handy i antyczne tramwaje.

Wczoraj pierwszy raz miałam okazję zakosztować popracowego życia – poszliśmy na piwo do knajpy, która mieści się w tej samej kamienicy, co nasza firma. I wiecie co? Było fajnie. Serio. Francuzi potrafią czasem zrzucić skorupkę, choć i tak jest dla mnie co najmniej dziwne, żeby rozmawiać o pracy w piątek wieczór. Jasne, wiem, my też rozmawialiśmy, ale albo w formie anegdot albo narzekania na zwierzchników. A tu są całkiem ciekawe rozmowy, stonowane i wyważone, jakby wszyscy byli zadowoleni. Ale może też być, że narzekają tylko w swoim kręgu, nie wiem sama.

Anegdoty jednakowoż też były – w końcu to linie lotnicze, gdzie ciągle coś się dzieje. Pewna pani zabrała ze sobą do samolotu kota. Kot był martwy, o czym pani doskonale wiedziała. Nie wiedziała jednak obsługa, która szalenie się przestraszyła na lotnisku docelowym, że kot umarł w trakcie lotu. Toteż jeden z pracowników biegusiem skoczył do sklepu zoologicznego i kupił kotka. Pasażerka była skonsternowana, kiedy otworzyła klatkę, a tam żywe zwierzę. AirFrance powinno sobie ustalić jako hasło reklamowe “Z nami nawet koty zmartwychwstają”.

Inna historyjka to ta, gdzie pewna rodzina postanowiła zaoszczędzić na przewozie trumny i posadziła zimnawą już babcię na wózku inwalidzkim. Podobno obsługa zorientowała się dopiero w trakcie przenoszenia babci z wózka na fotel…

Innym razem do działu reklamacji zadzwoniła pani, płacząc “Zgubili mi Lulu!”. Lulu okazał się być kotkiem, który uciekł z transportera. Kolega opowiadał, że śledził postępy poszukiwania zguby i co pięć minut w systemie pojawiał się komunikat typu “Kot widziany na terminalu 3” “kot przebiegł obok toalety” “kot widziany przy schodach”. Na szczęście Lulu w końcu szczęśliwie wrócił do swojej właścicielki.

A na zakończenie jeszcze historyjka o panu, któremu zgubiono bagaż. Miał prawo do 100 euro na zakupy pierwszej potrzeby. Oburzony wykrzyknął do telefonu: “Sto euro?! Przecież to starczy na tylko jedne dżinsy Levisa!”.

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized and tagged , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s