Knajpy, bary i gospody

Czeska mentalność nieco różni się od polskiej. Miejscami lepsza, miejscami gorsza. Inna. Co widać w moich ulubionych miejscach czyli wszelakich spelunkach. Kelnerzy bywają przesympatyczni (np. tu w Prosiątkach), ale bywają też potworni. Widać, że zależy im tylko na napiwku – a zostawia się tu je praktycznie zawsze, nie widziałam jeszcze baru z samoobsługą – choć nie zawsze zasługują. Jak się nie da – widać wielką obrazę, choćby żarcie było fatalne a kufel brudnawy. Jest jedna kelnerka, która w polskiej restauracji długo by nie popracowała – czeka się na nią długo, podobnie jak n zamówienie. Punkt 22 przychodzi i bez słowa rzuca rachunek, chociaż człowiek ma jeszcze pół piwa. Czeka, jak wyrzut sumienia, aż się zapłaci, liczy skrupulatnie, a jak nie ma napiwku, robi obrażoną minę, Za to jak jest napiwek, uśmiecha się i spokojnie pozwala dopić piwo i jest miła – do następnego razu.

Piwo jest tu pyszne, z żarciem trochę gorzej. Zachęcające fusilli z łososiem i szpinakiem z ostatniego postu okazały się być rozgotowanym makaronem świderki z niedoprawionym szpinakiem i łososiem z puszki, z chrząstkami i innymi takimi. Nie dojadłam.

Znalezienie dań bez mięsa graniczy z cudem, współczuję wegetarianom. Do dań mięsnych, jeśli dają surówkę, to tylko symboliczną ilość. Sprawdziło się to, co czytałam przed wyjazdem – Czesi uważają warzywa za truciznę. A danie bez mięsa się nie liczy. W automatach, sklepach i innych lokalach jest przeważnie tylko jeden typ kanapki bezmięsnej – najczęściej z jajkiem. Za to lubię tutaj McDonalda – w Polsce jadałam tylko burgera z rybą, tu jest jeszcze z serem smażonym – McSmazak.

Na szczęście obok pracy jest fancy bar z zupkami i quiche’ami, zawsze coś dla mnie się znajdzie i to w rozsądnej cenie. Człowiek musi się nauczyć kombinować, gdzie zjeść, żeby się najeść w miarę zdrowo.

Z drugiej strony kusi przepyszna pizza na wynos, robiona w budce na stacji metra Muzeum…

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized and tagged , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Knajpy, bary i gospody

  1. Olga Cecylia says:

    Byłam kiedyś na obozie sportowo-językowym w Czechach. Przez bite 2 tygodnie na obiad dostawaliśmy to samo: knedliki i gulasz z sosem w różnych odcieniach szmaty. Dla chętnych były zmęczone surówki. W 2 tygodnie przytyłam prawie 10 kg, co wówczas stanowiło 20% mojej wagi.

    Podobno w UK najlepiej stołować się u Chińczyków, Indusów, Włochów i Arabów. Obyś bez problemu znalazła takie lokale i w Pradze! 🙂

    Like

  2. katiawu says:

    Chińczyków a Indusów jest sporo 🙂 Ale nie mogę się żywić tylko tym, mój żołądek trochę kwiczy 😉 Znalazłam jedną arabską knajpkę obok pracy, z dań bez mięsa mieli… pizzę, ale za to przyjemnie porozmawiałam z właścicielem – przypadkiem, bo kiedy przyniósł mi zamówienie, odruchowo podziękowałam po francusku i pan się ucieszył 🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s