Knajpy, bary i gospody część druga

Kraków. Knajpa. Dajmy na to Eszeweria. Przychodzę z przyjaciółką. Szukamy wolnego stolika, siadamy i zaczyna się dyskusja, kto pójdzie do baru, co chce ta druga, a co, w razie, gdyby akurat tego nie było, co w zamian, ile to może kosztować, jak się rozliczymy. Idę do baru. Stoję w kolejce, czekam. Przychodzi moja kolej, zamawiam, okazuje się, że takiej herbaty nie ma, takie piwo właśnie się skończyło, to może kawa a może drink. Trzeba się pospieszyć, za mną cztery osoby. Stoję przy barze, czekam, aż barmanka przyniesie zamówienie, staram się wyglądać obojętnie i dystyngowanie. W końcu dostaję zamówienie, płacę i niepewnie idę do stolika, starając się nie wylać napojów, nie potknąć i nie zrobić z dystyngowanej damy pajaca.

Siadam przy stoliku. Pijemy, gadamy, nagle pac! Picie się kończy. Leniwie zbieramy się dc kolejnej wycieczki do baru, cykl się zamyka. Z trzech godzin z przyjaciółką, pół godziny tracę przy barze. Ale z drugiej strony mogę pić jedno piwo trzy godziny, siedzieć przy pustym kuflu i nikt mnie nie niepokoi.

Praga. Dowolna knajpa. Luzik i relaks. Siadamy, za parę minut podchodzi kelner. Prosimy o piwo. W ciągu kilku minut kufle są na stoliku. W po trzech czwartych kufla nagle materializuje się kelner: “Jeszcze jedno piwko?”. Dwa wyjścia – odpowiedzieć, że nie, zapłacić, dać napiwek, dopić, wyjść; albo zamówić kolejne. Jeśli nie chwyci się kufla na czas, to kelner porwie te ostatnie kilkanaście łyków i przyniesie nowe. Fajne jest to, że jest się obsługiwanym, że kelner dba o pełną szklankę – ale z drugiej strony mało tu miejsc, gdzie można przyjść i sączyć kawę bez bycia nagabywanym: “Coś jeszcze?” “Będzie pani jeść?”. Nie pijesz, nie jesz – to wyjdź, Podejście zrozumiałe, ale inne niż w krajach z wysoko rozwiniętą kulturą kawiarnianą jak Polska czy Francja. U nas siedzi się w barze dla relaksu, rozmów, książek, a piwo czy kawa jest symbolem, pretekstem do wyjścia z domu.

Możliwe, że także dlatego niewiele tu tak klimatycznych miejsc jak w Krakowie. Przeważają gospody, duże, głośne, pełne knedlików i piwa. Mają jednak swój urok, choć daleko im do klimatu Indalo czy Kolorów.

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized and tagged , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s