Praska wiosna

Ponad roku temu przyjechaliśmy na parę dni do Pragi – ot tak, pozwiedzać, popatrzeć i zobaczyć, czy ewentualnie da się żyć. Podpytaliśmy kuzyna V. o ceny mieszkań, porównaliśmy z pensją, zaczęliśmy przymierzać się do myśli, że Praga to dobry wybór.

Mnie (osobiście, jakby to dodała afektowana koleżanka z liceum) najbardziej jednak przekonały dwa fakty. Pierwszym z nich było odkrycie, że zabytkowa Praga to olbrzymi obszar. Że nie tylko Stare i Nowe Miasto, Mala Strana czy Vinohardy oraz wille na Smichovie, ale także Holesovice, Bubenec, Zizkov, Karlin (fakt, że wtedy wydawał mi się paskudny), Liben. Patrzyłam na to wszystko z rosnącym zdziwieniem: to jak to? Jest miasto w Europie Wschodniej, gdzie kamienice zajmują tak olbrzymi obszar? I można w nich zupełnie normalnie mieszkać? I nie są to mieszkania socjalne ani nie kosztują fortuny?

Wiedzcie, że jako dzieci z blokowisk i V. i ja chcieliśmy zawsze mieszkać w kamienicy. Odbiło się to zresztą potem w trakcie przeprowadzki, bo odrzucaliśmy fajne oferty w blokach – nie po to się przenosiliśmy do Pragi. No i mamy secesję, wysokie mury, stare (super szczelne swoją drogą) okna i windę dorobioną na miejscu wewnętrznych balkonów.

Drugim argumentem, że Praga to jest to, była tutejsza ilość parków. Co pozna przeciętny turysta? Petrin, ogrody pod zamkiem, to chyba tyle. W trakcie pobytu tutaj rok temu, odkryłam dużo więcej (a to i tak tylko wycinek praskiej zieleni) – Letna, Stromovka, Vitkov. Trzy imponujące miejsca, parki o bardzo dużej powierzchni, gdzie można spędzać całe godziny.

I oczywiście – ciągle odkrywam nowe. Vojanovy Sady, po których przechadzają się pawie i kaczki, jakieś parczki, ogródki, zielone skwerki, gdzie można siąść, wypić piwo i się zrelaksować oraz pobyć w przyrodzie.
Zieleń traktuję tu jak kumpla. Na Letnej tłumy osób siedzą na trawie, biegają dzieci i (wbrew zakazom) psy, piwko się leje, ludzie robią sobie pikniki i panuje bardzo przyjemna atmosfera. Ciekawa rzeczy – piwko, jak się rzekło, się leje, ale nikt nie jest pijany i agresywny. Co najwyżej pijany i wesolutki, ale to raczej o 23, jak się zamykają karczmy.

Największym odkryciem była Divoka Sarka – jest to obszar położony na obrzeżu miasta, przy pętli tramwajowej. Wiele wiele hektarów dzikiej przyrody: skały, drzewa, trawa, polany, strumyki, przestrzeń. Jest kąpielisko, jest, oczywiście, gdzie się napić piwa. Divoka Sarka to raj na ziemi. Kiedy tam byliśmy, drzewa były w pełnym rozkwicie, obłędnie pachniało, a człowiek miał wrażenie, że uciekł gdzieś daleko daleko za miasto. Siedzieliśmy długo na trawie, wygonił nas dopiero jakiś potwornie brzęczący owad – w życiu czegoś takiego nie słyszałam, głośniejsze niż szerszeń. Podnieśliśmy się z trawy, kierując na tramwaj, ale brzęczenie uparcie wracało. Zaniepokojeni przyspieszyliśmy kroku, ale nic to nie dawało. Owad zaś okazał się być mini-awionetką, latającą nad pobliskimi skałami.

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s