Fiołek

IMG_9731

Przeżyłam Lizbonę. Przeżyłam, choć z pewnym trudem, miesięczny pobyt w Krakowie. Wróciłam do jesiennej Pragi – i wpadłam po uszy. Praga jest o tej porze roku najpiękniejsza – rozliczne parki ociekają kolorami, imbir na gorąco rozgrzewa po długich spacerach, na każdym kroku coś się dzieje; krótko mówiąc: zapomniałam o blogu. Ale dostałam dziś motywacyjnego kopa (dziękuję Joanno) i wracam.

Skąd zdjęcie na górze? Czechy świętują dziś upadek komunizmu. Większą część dnia spędziłam dziś w aucie, wracając z bajkowych Moraw, więc słyszałam tylko w radiu, jakie toczą się dyskusje i jak Czesi świętują wolność. Świętują – ale też manifestują. Niezadowolenie z rządów Zemana i z jego samego (facet klnie, że nawet mi uszy więdną…) rośnie, więc Prażanie wykorzystali historyczną okazję i protestują na Alei Narodowej.

Niewiele wiem o historii Czech i uczę się jej, kiedy tylko mogę. Pisałam kiedyś o nieodwzajemnionej miłości Polaków do Czechów – ale co to, za miłość, jeśli ogólne pojęcie o kulturze tego kraju jest tak słabe? Kogo z nas uczyli o prawdziwych związkach Mieszka I i Bolesława Chrobrego z Czechami? Kto z nas wie, kim był Masaryk? Ilu Polaków ma pojęcie, czemu wojska Układu Warszawskiego weszły do Czechosłowacji w ’68? Znamy Havla i to praktycznie wszystko.

A propos ’68. Oglądałam wczoraj serial historyczny. Odcinek opowiadał o tych kilku dniach, od kiedy na teren kraju weszły sowieckie czołgi do momentu podpisania ugody przez Dubceka. Dawno już nie widziałam tak dobrze zniuansowanej i uczłowieczonej historii – i od wczoraj jestem w głębokim podziwie dla Dubceka właśnie. Kolejna postać z Czechosłowackiej historii do zgłębienia.

Z innej beczki – poznałam wczoraj przemiłą ciocię V. – prawniczka, pracująca w Urzędzie Miasta bodajże. Ciocia uprawia wiadome roślinki i robi z nich maść na bóle stawów. Opowiada o roślinkach z pasją, choć raz przytrafiła jej się nieciekawa (z jej punktu widzenia) historia. Smarowała sobie ręce ową maścią, potem potarła sobie nos w środku, bo ją swędział – i po jakimś czasie poczuła się szalenie dziwnie. Co gorsza – kiedy zaczynała coś mówić, zapominała co – i to w połowie zdania. Biedna, bała się, że ma wylew…

Opowiadała też o swojej koleżance, która w urzędzie miała roślinkę na parapecie. Przyszedł jej kierownik i spytał, co to za roślina. Groźnie spytał. Koleżanka zamilkła na dłuższą chwilę. Po czym odpowiedziała:

-Fiołek.

-Fiołek? A kiedy zakwitnie?

Cisza. Cisza. Cisza.

-Na jesień.

Taki to kraj, proszę państwa.

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s